2011-04-27 21:46
Trzy ciekawostki zza Oceanu (sezon między wielkanocno pierwszo-i-trzecio majowy sprzyja tematom ogórkowym):
- Barack Hussein Obama, syn Baracka Husseina Obamy, zdecydował się przeciąć wszelkie dyskusje i opublikować na stronie Białego Domu skan swojego aktu urodzenia.
Chodzi o zarzuty części Republikanów, których zdaniem obecny prezydent Stanów urodził się poza granicami USA, co pozbawiałoby go biernych praw wyborczych -- i w konsekwencji czyniłoby wybór sprzed 2 lat nieważnym.
Chodzi o tzw. Natural Born Citizen Clause -- o której w konstytucji Stanów Zjednoczonych mówi się w następujący sposób: "No person except a natural born Citizen, or a Citizen of the United States, at the time of the Adoption of this Constitution, shall be eligible to the Office of President".
No i jakby się okazało, że Obama urodził się poza granicami USA -- z ojca Kenijczyka oraz matki, która wskutek częstych i długich podróży rzadko przebywała na ziemi amerykańskiej -- to być może udałoby się przekonać sądy, że nie ma on obywatelstwa od urodzenia.
(Dla precyzji warto dodać, że opublikowanie aktu urodzenia nic nie da na tych, którzy twierdzą, że skoro ojcem Baracka był poddany korony brytyjskiej, to podlegał on prawu o obywatelstwie Zjednoczonego Królestwa);

- w Kansas uchwalono prawo, zgodnie z którym każdy głosujący wyborca musi -- jeśli chce głosować -- okazać dokument tożsamości ze zdjęciem. Co więcej, każdy wyborca rejestrujący się po 1 stycznia 2013 roku (rejestracja wyborców to taka jeszcze jedna amerykańska ciekawostka) będzie musiał okazać dokument potwierdzający legitymowanie się obywatelstwem.
Zgodnie z zapowiedziami projektodawców chodzi oczywiście o bezpieczeństwo aktu wyborczego, aczkolwiek krytycy podkreślają, że dołożenie biurokratycznych obciążeń spowoduje zmniejszenie frekwencji, ponieważ niektórym wyborcom po prostu nie będzie się chciało bawić w te wszystkie formalności. Mało tego: American Civil Liberties Union słusznie wskazuje, że stawianie przed głosującym wymogu posiadania dokumentu tożsamości (i to ze zdjęciem!) jest naruszeniem praw i wolności obywateli stanu Kansas. A w dodatku 21 milionów Amerykanów w ogóle nie ma takiego dokumentu!
(Te biurokratyczne przyjemności, rzecz jasna, będą kosztowały mieszkańców Kansas kupę forsy).
Oczywiście nie mogę sobie odmówić pewnej złośliwości: u nas za wariata uzna się faceta, który zaprotestuje przeciwko temu, że nie dadzą mu kartki do głosowania bez pokazania -- obowiązkowo posiadanego (na szczęście już bez wymogu stałego noszenia przy sobie) -- dowodu osobistego, nadal też za wariatów uznaje się ludzi, których zdaniem ciemiężeniem i tyranią jest utrzymywanie m.in. obowiązku meldunkowego;
- i na koniec: problem z tajnymi tajnościami i poważnymi wymogami mają także w Beltway. Tym razem padło na serwis SpaceRef, w którym tekst poświęcony planowanemu spotkaniu Baracka Husseina Obamy z naukowcami zajmującymi się badaniem kosmosu okraszono obrazkiem prezentującym pieczęć gabinetu prezydenckiego. Co jest oczywiście zakazane -- albo, jak pisze EFF: "zakazane" -- przeto SpaceRef otrzymało suchy telefon z Białego Domu -- proszę to zdjąć z internetów.
PS na zdjęciu na górze: młody Barack z Mamusią.
Kategoria
prawo i życie




A propos obowiązku wylegitymowania się dokumentem tożsamości ze zdjęciem przed
pobraniem karty do głosowania, warto poczytać też i to:
http://www.csmonitor.com/USA/Justice/2008/0429/p03s09-usju.html
jak się jednak wydaje spór trwa nadal:
http://www.helium.com/debates/66157-should-photo-identification-be-required-to-vote skomentuj
Pastor Manning: http://www.youtube.com/watch?v=P5eKJoxLb_M skomentuj
"Oczywiście nie mogę sobie odmówić pewnej złośliwości: u nas za wariata uzna się
faceta, który zaprotestuje przeciwko temu, że nie dadzą mu kartki do głosowania bez
pokazania -- obowiązkowo posiadanego (na szczęście już bez wymogu stałego noszenia
przy sobie) -- dowodu osobistego, nadal też za wariatów uznaje się ludzi, których
zdaniem ciemiężeniem i tyranią jest utrzymywanie m.in. obowiązku meldunkowego;"
Jak zawsze (prawie) zgadzam się z poglądami autora, tak tym razem mam z tym problem.
Czego dotyczy złośliwość? Obowiązku wylegitymowania się przed pobraniem karty do
głosowania, czy jedynie "obowiązku" wylegitymowania się dowodem osobistym? Jeżeli to
pierwsze, to jak w takim razie zapewnić, że dana osoba nie zagłosuje kilka razy
podając się za każdym razem za kogoś innego? skomentuj
Dobrze, że u nas nie ma nic takiego. zaraz ktoś (wiadomy) by wymyślił, że Tusk wcale
nie urodził się w Polsce, tylko w Wermachcie. skomentuj
internautów, a tam zdanie, które (przytaczam z pamięci, przeglądałem wczoraj):
przecież wiem kim jestem, podpisałem się pod aktem wyborczym.
Ale mi bardziej chodzi o obowiązek posiadania dowodu osobistego, czyli o to, że
państwo -- czy to zmuszając do złożenia takiego wniosku, czy to robiąc jakieś spisy
powszechne -- liczy nas jak farmer z Kansas rogaciznę. skomentuj
http://42.pl/u/2AEs skomentuj
Ten skan jest prawdopodobnie spreparowany, po otwarciu w Adobe Illustrator widać
warstwy, których nie powinno być na zwykłym skanie.
http://www.youtube.com/watch?v=7s9StxsFllY skomentuj
Do aktu urodzenia Obamy birthersi i co bardziej twardogłowi republikanie już mają
sporo zastrzeżeń: http://wp.me/p3kaf-1gS
To był zart, a na serio, ponoć na Hawajach są już ludzie, którzy twierdzą, że mimo iż
urodzili się po Obamie w tym samym hrabstwie, mają wcześniejsze numery na swoich
certyfikatach. skomentuj
tacy np. portorykańce mają obywatelstwo USA od urodzenia, mimo iż Portoryko
oficjalnie nie leży na terytorium Stanów. Albo np. co z ludźmi urodzonymi w
ambasadach USA lub na statkach (morskich/powietrznych)? skomentuj
stanie? w stanie armatora/przewoźnika?), więc ma pełne obywatelstwo od urodzenia.
O tym przepisie mówiło się dużo w momencie wzrostu popularności Arnolda
Schwarzeneggera, któremu wróżono, że może i mógłby starać się o Biały Dom -- jakby
był Amerykaninem z urodzenia. A nie z naturalizacji. skomentuj