cytat na weekend: "Redaktor Naczelny Rzeczpospolitej bardzo, ale to bardzo, przeprasza Pana doktora Roberta Gwiazdowskiego za opublikowanie w artykule z dnia 12 stycznia 2009 roku pt. "Interesy znanego doradcy" nieprawdziwych informacji naruszających Jego dobre imię oraz cześć i podważających Jego etykę zawodową.
Redaktor Naczelny Rzeczpospolitej"
Czytając inkryminowany tekst w "Rzepie" czułem, że mogę się zakładać, że Robert Gwiazdowski nie zostawi tej sprawy samej sobie. Na jego blogu pojawił się zapis pozwu, który wniósł (wniesie?) on przeciwko Piotrowi Lisickiemu, naczelnemu "Rzepy".
art. 38 ust. 1 prawa prasowego: Odpowiedzialność cywilną za naruszenie prawa spowodowane opublikowaniem materiału prasowego ponoszą autor, redaktor lub inna osoba, którzy spowodowali opublikowanie tego materiału; nie wyłącza to odpowiedzialności wydawcy. W zakresie odpowiedzialności majątkowej odpowiedzialność tych osób jest solidarna.
Technicznie: niedopatrzeniem, albo może nawet błędem, jest tak wąskie zakreślenie strony pozwanej: zgodnie z art. 38 ust. 1 prawa prasowego solidarną odpowiedzialność za tekst ponosi jego autor oraz redaktor odpowiedzialny za opublikowanie tekstu, a także wydawca gazety. Będzie kłopot, jeśli naczelny wykaże, że nie on zadecydował o pojawieniu się tego artykułu na łamach pisma.
Procesowo: Robert Gwiazdowski -- mówię to bez właściwej mi złośliwości (i to nie tylko dlatego, że lubię jego komentarze) -- swoim pozwem wybił się ponad przeciętność. Jego roszczenie ogranicza się wyłącznie do przeprosin! -- żadnego milionowego zadośćuczynienia, żadnego żądania pieniędzy dla biednych dzieci z Lasek.
Nie będę ukrywał, że patrząc na gorszące projekty zmian w prawie prasowym oraz rosnącą pazerność oszkalowanych -- w tym polityków i innych starletek, które idą do sądu bo ktoś myśli, że majtek nie mają (a zachowują się, jakby nie tylko majtek, ale i klepek im brakowało) -- obawiałem się, że każdy nowy proces będzie oznaczał radykalną progresję oczekiwań... a tu taka miła siurpryza!
Pozwany będzie miał niezły zgryz dowodowy. Ma bowiem rację Gwiazdowski przywołując orzeczenie Sądu Najwyższego, w myśl którego "cześć, dobre imię i dobra sława człowieka są pojęciami obejmującymi wszystkie dziedziny życia osobistego, zawodowego i społecznego. Naruszenie czci może, więc następować zarówno przez pomówienie o ujemne postępowanie w życiu osobistym i rodzinnym, jak i przez zarzucenie niewłaściwego postępowania w życiu zawodowym naruszającym dobre imię danej osoby i mogące narazić ją na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lub innej działalności" (wyrok SN z 9 października 2002 r., IV CKN 1402/00).
W takim przypadku "Rzepa", aby uniknąć odpowiedzialności, będzie musiała bądź wykazać, iż działanie nie było bezprawne (wchodzi w rachubę np. uzasadniony interes publiczny), bądź też -- co jest trudniejsze procesowo -- przedstawienie dowodów na opisywane okoliczności.
Tak czy inaczej zapowiada się ciekawy proces. Ja już idę po piwko i paluszki.
PS o sprawie dowiedziałem się poprzez Vaglę, któremu właśnie cyknęło "12-year-old" a ja wcale nie wiem czy powinien się cieszyć ;-)




To jeszcze nie jest tak niebezpieczne, jak fakt, że w pewnym momencie zorientowałem
się, że ludzie odwiedzają mój serwis po wstukaniu w "popularnej wyszukiwarce" hasła
"porno z koniem". skomentuj
Lisicki ma na imię Paweł a nie Piotr, ale dla sądu to drobiazg skomentuj
Widać, że Pan w wielu procesach o ochronę dóbr osobistych nie brał udziału, skoro
jest Pan taki zdziwiony zakresem żądań powoda... skomentuj
Lub się mylę? skomentuj
bezpośrednio pod inkryminowanym materiałem prasowym, „linka” do tekstu
przeprosin"
POD artykulem, to nikt na tego linka nie trafi skomentuj
ochrony ich dóbr osobistych przede wszystkim zależy na przeprosinach, na odwołaniu
krzywdzących słów lub sugestii, które padły pod ich adresem. Jeżeli pojawia się
roszczenie pieniężne, to jego celem ma być raczej wywołanie dodatkowej dolegliwości
dla osoby dokonującej naruszenia, niż chęć zysku pokrzywdzonego.
Inną kwestią jest to, że jeżeli naruszenie jest ewidentne, to często pełnomocnik
podpowiada możliwość formułowania w takiej sytuacji roszczenia pieniężnego tytułem
zadośćuczynienia lub na cel społeczny, ponieważ winduje to w.p.s. (a nie ma wpływu na
wysokośc opłaty od pozwu, bo opłata jest stała i wynosi tylko 600 zł) i tym samym
może w razie wygranej generować niejednokrotnie wysokie koszty zastępstwa
procesowego. Nie jest to bynajmniej zarzut pod adresem pełnomocników, bo ich
obowiązkiem jest udzielenie pełnej informacji o zakresie możliwych żądań. Jeżeli
naruszenie nie jest natomiast ewidentne, to rozważa się rezygnację z roszczenia
pieniężnego, co podnosi wiarygodność twierdzeń powoda i zwiększa szansę na wygraną. skomentuj
Ale nie wykluczam, że wśród niektórych ludzi jest inaczej. Dotąd zwykle spotykałem
się -- w nielicznych przypadkach, z którymi sam się zetknąłem oraz w tych, o których
coś tam słyszałem -- z olbrzymią przewagą roszczeń finansowych. skomentuj
pieniężne jest drugorzędne, ponieważ przede wszystkim chodzi im o odwołanie
krzywdzących twierdzeń pod ich adresem.
Odnośnie opisywanej przez Pana sprawy, to doświadczenie podpowiada mi, że być może
powód lub jego pełnomocnik nie są wcale tak bardzo pewni, że ich stanowisko zostanie
podzielone przez sąd. I być może to jest przyczyną odstąpienia przez powoda od
roszczeń pieniężnych, a nie jego wspaniałomyślność. Oczywiście mogę się mylić,
ponieważ nie znam tego Pana. skomentuj