Wakacje (ach, będę się jeszcze przez kilkanaście dni naprzykrzał) to czas, kiedy docenia się rzeczy dobre i drobne. Dziś doceniłem hipermarket w Trstenie, gdzie udało mi się kupić sześciopak Kelta za 1,33 euro za butelkę... z tym, że butelka 1,5 litra ;-)
Drugą sprawą, którą cholernie doceniam -- doceniam tak mocno, że aż zachciało mi się włączyć komputer i napisać parę zdań -- jest układ z Schengen.
Doceniam i jak zawsze pytam: dlaczego trzeba było aż tak namieszać, żeby wreszcie było normalnie?
Będzie wiedział o czym mówię ten, kto jeszcze w połowie l. 90-tych miał sposobność przejść się głównym grzbietem Karkonoszy. W krzakach patrole, sprawdzanie dokumentów turystom łażącym czerwonym od Łabskiego, standardowe pytanie: "dokąd?". Do tego na Przełęczy Karkonoskiej buda Straży Granicznej, to samo na Równi pod Śnieżką (gdzie -- kryć nie będę -- przeżyłem swojego najwspanialszego w życiu sylwestra) -- jakie marnowanie czasu, pieniędzy, sił ludzkich -- i i po co to wszystko?
Ale to jeszcze nic, pamiętam jak gdzieś w połowie l. 80-tych, będąc z rodzicami na wakacjach w okolicach Włodawy podjechaliśmy pod granicę (granicę przyjaźni, dodać warto -- ach, jak ja uwielbiam to komunistyczne poczucie humoru), wyciągamy lornetę i lustrujemy przeciwny przeg Buga. A tam -- dżungla, że Czas Apokalipsy można kręcić: Związek Radziecki niechętnie prezentował swoje oblicze nawet obywatelom innych demoludów.
No więc patrzymy sobie przez tę lornetkę, patrzymy, a tu raptem zza winkla polski łazik wyjeżdża, wysiada dwóch WOPistów, podchodzą i -- bardzo uprzejmie, śmiejąc się nawet (nie da się ukryć, że część aparatu też była sceptyczna) -- mówią "panowie, schowajcie lornetkę i idźcie już stąd. Zza rzeki dzwonili do nas już, w waszej sprawie."
A teraz, proszę bardzo: wsiadam i jadę po Kelta, pies na tylnym siedzeniu, bimbamy sobie na wszystko (pies-Europejczyk, oczipowany i z paszportem, to do Styrbskiego Plesa nawet dotarliśmy -- zdjęcie nie kłamie).
Takie to są te uroki Schengen.




Pięknie! A w tle oczywiście zarys szczytów Patria oraz Wysoka...Zamiast o Schengen
powinieneś tu napisać ze Wielki Krywań zdobyty, a nie że piwo kupione! :-P skomentuj
Przed pierwszą wojną, a nawet przed drugą jeszcze nie było problemów z przekraczaniem
granicy, nawet nie było wiz do USA. Teraz jest super bo możemy bez kontroli
granicznej hasać po zadupiu świata. Spróbuj, Olgierd, przespacerować się z psem np.
do Lwowa. skomentuj
Żeby się za dobrze nie poczuł, to na własnym blogu przegrywasz w plebiscycie z
Kwaśniewską ;) skomentuj
Póki co Ukraina do Schengen jeszcze nie należy... skomentuj
poczuciu humoru Właściciela ;) skomentuj
Tak naprawde to dopiero będziesz zachwycony jak i Ciebie " oczipują". Juz niedługo
.Cierpliwości. skomentuj
zamiast posiadania papierowych czy plastikowych dowodów tożsamości. skomentuj
Dowcip polega na tym, że *to już było*!
A konkretnie - przed PWS. Paszport trzeba było mieć tylko wtedy, gdy chciało się
jechać do Rosjii...
A płacić można było dowolną walutą, bo wszystkie były wymienialne na wszystkie - bo
oparte na złocie...
`Kiedy bedzie lepiej? Już było' - Radio Erewań.
P.S.
Przyjemnego piwa!!!!!!! skomentuj
Pomyślałbym, że to stało się gdzieś w czasie, kiedy górę brały narodowe pomysły na
państwowość -- czyli wyrodna córa Rewolucji Francuskiej. Tej zgrozy, która obciąża
ludzkość do dziś...
W czipy u ludzi... nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę... U psów to się po prostu nie
sprawdza -- kto ma psa i go oczipował ten wie o czym mówię. Kit na kółkach. skomentuj